Pierwszy oddech Afryki pojawia się wraz z otwarciem drzwi samolotu. Ciepły wilgotny egzotyczny. Szare lotnisko w Nairobi nie odpowiada barwnym wyobrażeniom czarnego lądu. Beznadziejna jednolicie betonowa masa. Krzywe krawężniki, nisko wiszące chmury. Poobdzierane samochody mkną lewą stroną drogi. Królują terenowe toyoty. Na rondzie stado rzeźbionych słoni. Cała rodzinka - sztuką dla turystów.
Stolica zostaje z tytułu. Za kolejnym rogiem wszechobecna reklama coca-coli na falistej blasze. I powoli jakby z ukrycia pojawiają się ludzie. Jak posągi wzdłuż drogi. Nie wiadomo po co i na co ale są w każdym dostępnym miejscu i nikt nie potrafi wyjaśnić na co czekają. Pierwsze zdjęcie afryki - szara ziemia i rozrzucone w nieładzie drzewa. I przestrzeń. Horyzont który załamuje się na krawędzi ziemi. Dziwne złudzenie optyczne, że zakrzywia się za widnokręgiem i jak prześcieradło zawija pod materac. Powietrze drga jak dzikie. Niebo faluje, ziemia faluje. Rozedrgane powietrze daje wrażenie jeziora na pustyni. Niesamowite uczucie.
I nagle jak fototapeta pojawia się dostojne kołysanie długich szyi żyraf. Na górze szyje na dole zniekształcone przez gorące powietrze nogi Masajów - które chyba nie mają końca. Pod kołami terenówek szumi piasek. Na pustyni szkielet zebry. Obgryziony do cna z wygarbowaną w naturalny sposób czarno – białą skórą i kopytkami zawadiacko sterczącymi w górę.
Ciężko odnaleźć się w afrykańskiej rzeczywistości. Po zabieganej Europie po której hula śnieg afrykański spokój jest oszałamiającą odmianą. I wszędzie ta ogromna ilość zwierząt. Nie wiadomo kto jest obserwatorem a kto obserwowanym. Czy zebra gapi się na ciebie czy ty na zebrę. Prawie jak włażenia zwierzakom do pyska. Aż głupio gapić się na umizgi lwa czy akt miłosny słonia. Tylko gazele maja to z tyłu i świstają białymi tyłkami między trawami. Ich ogonki poruszają się z prędkością światła i wywołują uśmiech na twarzy. Miejscowi nazywają je – Mc Donalds - jest ich tyle że są jak fast foody dla innych zwierząt. Na każdym rogu można je wrzucić na ząb.
Przy słoniach afera która powoduje drganie serca. Jakiś nadgorliwy kierowca przecina ścieżkę rodzinie słoni. Po jednej stronie zostaje matka po drugiej dziecko. Robi się nieswojo. Maluch nie czując matki biega zdenerwowany.. Ogromna samica wachluje uszami. Powiew dociera do twarzy i powoduje delikatne mrowienie po kręgosłupie. Samochody są jak sardynki dla takiego kilku tonowego słonia. I pełne zaskoczenie wśród obserwujących. Z oczu ogromnej samicy płyną łzy. Cisza. Nawet nie klikają migawki. Mama słoń płacze...
Pierwszy dzień w Afryce był początkiem totalnego przewrotu w moim życiu. Zaważył na kolejnych planach, karierze, zweryfikował plany i postanowienia noworoczne. Jednym słowem namieszał mi okrutnie w moim życiu…
Pozdrawiam zakochanych w czarnym lądzie



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz