Gdy po raz pierwszy rozmawiałyśmy o Kubie - pomysł na felieton miał powstać w oparciu o karaibską kuchnię. Siedziałyśmy nad kieliszkiem wina, za oknami sypał śnieg, z kuchni dochodziły aromaty włoskich potraw. Gdy mijały kolejne dni mojego pobytu na Kubie wiedziałam już że nie będę mogła napisać nic o kuchni kubańskiej. Sztuka kulinarna na wyspie został pogrzebana wraz z rewolucją kubańską która ogołociła sklepowe półki, pozbawiła ludzi wielu przyjemności i ograniczyła ich wolność. Jadałam w kilku miejscach gdzie podano mi potrawy które zawładnęły moim podniebieniem ale to nie jest prawdziwa Kuba. Prawdziwe życie to zarobek który jest równowartością 16 butelek półtoralitrowych coli, codzienna porcja ryżu i czarnej fasoli, jajka i trochę warzyw. Na każdym kroku widać biedę, problemy z zaopatrzeniem, z transportem i reżim, który krępuje codzienne życie. W tym wszystkim jednak na pierwszy plan wybija się jedna rzecz – szczerość i uśmiech ludzi, taki normalny, życzliwy, naturalny. Taki za który warto oddać najlepszą kuchnię świata.
Felieton wraz z fotoreportażem na http://www.lawendowydom.com.pl/ magazyn nr 3 z miesiąca czerwca

